Odbierasz bilet wstępu od starszego mężczyzny i przełykasz głośno ślinę. Na samą myśl co czeka Cię, kiedy znajdziesz się w środku atrakcji Twoją skórę atakuje gęsia skórka. Nie cierpisz horrorów, a teraz przeżyjesz własny na swojej skórze. Spoglądasz przez ramię na podążającego za Tobą blondyna, który obdarowuje Cię szerokim uśmiechem i po chwili znajduje się już obok Ciebie. Najchętniej uciekłabyś stąd gdzie pieprz rośnie, ale chcesz jakoś wynagrodzić środkowemu sytuację z wczoraj i takim oto sposobem przekraczasz próg pokoju noszącego nazwę Klątwa faraona w escape roomie. Obiecałaś sobie, że nigdy się tu nie zjawisz, a tymczasem masz tu spełnić pełną godzinę w towarzystwie Kuby. Ostrożnie pokonujesz każdy metr ciągnącego się przed wami pomieszczenia, rozglądając się wokół. 20-latek dotrzymuje Ci kroku i nie kryje swojego rozbawienia Twoim sporym stężeniem strachu. Odwracasz głowę w jego kierunku i mrozisz go spojrzeniem, dając mu tym samym do zrozumienia, aby sobie darował. Unosi dłonie w geście obrony i puszcza Ci oczko. Wzdychasz głośno i kręcisz z niedowierzaniem głową.
-Pójdę przodem, skoro panienka się tak bardzo boi.-proponuje siatkarz i wymija Cię zwinnie.
-Nie!-piszczysz i chwytasz go za nadgarstek, przyciągając z całej siły.
-Okay, ale zapewniam Cię, że wynik IQ Tytusa byłby bardziej przerażający.-stwierdza chłopak, parskając śmiechem.
-Kto to jest kurwa Tytus?-patrzysz na niego zdezorientowana.
-Ty nie wiesz kto to jest Tytus?!-wytrzeszcza oczy zszokowany.-Dziewczyno, Ty nie znasz siatkarzy.-kręci z dezaprobatą głową, łapiąc Cię pod ramię.-Musimy to zmienić. Poznasz ich. Jego w szczególności. To mój przyjaciel.-szczerzy się głupio.
-Jak jest tak samo pierdolnięty jak Ty to ja dziękuję.-rzucasz z cwanym uśmiechem.
-Ej! My jesteśmy zajebiste ziomeczki.-porusza śmiesznie brwiami.-Wczoraj z nim rozmawiałem i stwierdziłem, że mógłby sobie pierdolnąć test na IQ. Zrobił to. Nie chcesz wiedzieć ile mu wyszło.-salwy śmiechu środkowego roznoszą się po pomieszczeniu.
-Chyba masz rację.
Piszczysz przerażona, kiedy nagle na Twój nos spada wielki pająk. Jak się później okazuje jest on zrobiony z gumy. Kochanowski niemalże zgina się w pół ze śmiechu, a Ty uderzasz go otwartą dłonią w potylice. W dalszym ciągu drogi natrafiacie na różnorakie układanki, w których musicie odnaleźć i dopasować brakujący element. Tworzycie całkiem zgrany zespół, dlatego też sprawnie idzie wam rozwiązywanie kolejnych zagadek. W końcu opuszczacie kompleks piramid, a Ty oddychasz z ulgą. Nieco nażarłaś się strachu, a Kuba zachodzący się ze śmiechu powoli zaczynał Cię irytować. Blondyn, aby wynagrodzić Ci przeżycia w escape roomie zabiera Cię na pyszną pizzę w centrum miasta. Konsumujesz Twój dzisiejszy obiad i wysłuchujesz opowieści siatkarza na temat Fornala, którego sylwetkę stara Ci się przybliżyć, abyś odpowiednio przygotowała się na jego poznanie. Pociągasz łyk Coli ze słomki i zanosisz się śmiechem. Przyjaciel środkowego już zyskuje Twoją sympatie. Kolejnym punktem na waszej trasie jest paint ball. Przyodziana w kombinezon o wzorze moro celujesz w wysoką, szczupłą sylwetkę środkowego z pistoletu. Kulki o kolorowym naboju uderzają w jego strój, a Ty uradowana podskakujesz, kiedy okazuje się, że odnosisz zwycięstwo. Zdecydowanie odwdzięczyłaś mu się za tą cholernie powoli płynącą godzinę w pieprzonym kompleksie piramid.
-Pójdę przodem, skoro panienka się tak bardzo boi.-proponuje siatkarz i wymija Cię zwinnie.
-Nie!-piszczysz i chwytasz go za nadgarstek, przyciągając z całej siły.
-Okay, ale zapewniam Cię, że wynik IQ Tytusa byłby bardziej przerażający.-stwierdza chłopak, parskając śmiechem.
-Kto to jest kurwa Tytus?-patrzysz na niego zdezorientowana.
-Ty nie wiesz kto to jest Tytus?!-wytrzeszcza oczy zszokowany.-Dziewczyno, Ty nie znasz siatkarzy.-kręci z dezaprobatą głową, łapiąc Cię pod ramię.-Musimy to zmienić. Poznasz ich. Jego w szczególności. To mój przyjaciel.-szczerzy się głupio.
-Jak jest tak samo pierdolnięty jak Ty to ja dziękuję.-rzucasz z cwanym uśmiechem.
-Ej! My jesteśmy zajebiste ziomeczki.-porusza śmiesznie brwiami.-Wczoraj z nim rozmawiałem i stwierdziłem, że mógłby sobie pierdolnąć test na IQ. Zrobił to. Nie chcesz wiedzieć ile mu wyszło.-salwy śmiechu środkowego roznoszą się po pomieszczeniu.
-Chyba masz rację.
Piszczysz przerażona, kiedy nagle na Twój nos spada wielki pająk. Jak się później okazuje jest on zrobiony z gumy. Kochanowski niemalże zgina się w pół ze śmiechu, a Ty uderzasz go otwartą dłonią w potylice. W dalszym ciągu drogi natrafiacie na różnorakie układanki, w których musicie odnaleźć i dopasować brakujący element. Tworzycie całkiem zgrany zespół, dlatego też sprawnie idzie wam rozwiązywanie kolejnych zagadek. W końcu opuszczacie kompleks piramid, a Ty oddychasz z ulgą. Nieco nażarłaś się strachu, a Kuba zachodzący się ze śmiechu powoli zaczynał Cię irytować. Blondyn, aby wynagrodzić Ci przeżycia w escape roomie zabiera Cię na pyszną pizzę w centrum miasta. Konsumujesz Twój dzisiejszy obiad i wysłuchujesz opowieści siatkarza na temat Fornala, którego sylwetkę stara Ci się przybliżyć, abyś odpowiednio przygotowała się na jego poznanie. Pociągasz łyk Coli ze słomki i zanosisz się śmiechem. Przyjaciel środkowego już zyskuje Twoją sympatie. Kolejnym punktem na waszej trasie jest paint ball. Przyodziana w kombinezon o wzorze moro celujesz w wysoką, szczupłą sylwetkę środkowego z pistoletu. Kulki o kolorowym naboju uderzają w jego strój, a Ty uradowana podskakujesz, kiedy okazuje się, że odnosisz zwycięstwo. Zdecydowanie odwdzięczyłaś mu się za tą cholernie powoli płynącą godzinę w pieprzonym kompleksie piramid.
***
Bo za każdym razem, gdy się dotykamy,
Doświadczam tego uczucia
I za każdym razem, gdy się całujemy
Przysięgam, że mogłabym latać
Czy nie potrafisz poczuć szybkiego bicia mego serca
Chcę, by to trwało, chcę cię przy mnie
Listopad 2017
Wstajesz z miejsca, kiedy Mierzejewska wzbija się nad parkiet i wrzuca piłkę do obręczy kosza, która po punktowej próbie opada na parkiet. Klaszczesz w dłonie i mimowolnie kąciki Twoich ust wnoszą się na wyżyny. Nie miałeś pojęcia, że jest w tak wyśmienitej dyspozycji. Nigdy wcześniej nie zawitałeś na Uranię, aby przyglądać się rywalizacji kobiet podczas ligi polskiej w koszykówce. Teraz żałujesz. Nie wiedziałeś, że związane są z nią takie emocje. A może to dlatego, że po płycie boiska płynnie przemieszczała się wysoka, długonoga blondynka, której jasny kucyk podskakiwał z każdym ruchem? Owszem, była Twoją przyjaciółką i starałeś się ją wspierać w spotkaniu z drużyną krakowską, ale czy aby na pewno pełniła tylko funkcję Twojej kumpeli? Nie raz dopadał Cię mętlik na temat relacji jaka łączyła Cię z Tośką. Wczoraj był on zbyt uciążliwy. Ściągał Ci sen z powiek. Przyciągałeś ciepłą kołdrę do klatki piersiowej, aby następnie ją odrzucić. Tak minęło Ci dobre kilka godzin. Twoje ciało zalewała fala gorąca, kiedy w Twojej głowie niespodziewanie pojawiały się przebitki dwóch, upojnych nocy, które dzieliłeś z koszykarką. Przewracałeś się z boku na bok, ale nic to nie dawało. W końcu wykonałeś połączenie na Skype do półprzytomnego bruneta, który był Cię wstanie zabić wzrokiem za tak wczesną godzinę przerwania jego snu, ale starał się myśleć trzeźwo. Słowa padające z jego ust koiły kłębek Twoich myśli zebranych w głowie i pozwoliły na otrzeźwienie umysłu. Podziękowałeś mu wtedy szerokim, wdzięcznym uśmiechem i opadłeś ponownie na miękki materac, przymykając powieki. Z podziwem obserwujesz fenomenalną grę 18-latki, bijąc jej brawo. Kiwasz z podziwem głową, kiedy przerzuca piłkę pod nogami blokującej ją przeciwniczki i posyła jej cwany uśmieszek, po czym ją wymija i przejmuje piłkę z powrotem. Oddaje rzut z połowy placu gry, a Ty zaciskasz kciuki, rzucając okiem na zegar odliczający pozostały czas do zakończenia drugiej połowy. Kierujesz swój wzrok na sylwetkę Tośki i odprowadzasz nim lot piłki. Pomarańczowa Spalding ląduje na powierzchni jasnych paneli, a blondynka podrywa się z podłoża i wypełniona euforią skacze ku górze. Chwilę później podrzucana zostaje przez koleżanki z drużyny, a Ty ze śmiechem przyglądasz się tej sytuacji, spoglądając jeszcze raz na wynik widniejący na tablicy. 93:90. BLK Olsztyńskie Indyczki* odnoszą sukces na swoim terenie, pokonując Wisłę Can-Pack Kraków. Po odebraniu MVP Tośka w końcu podąża w Twoim kierunku i rzuca się na Twoją szyję, oplatając ją ramionami. Przylega szczelnie do Twojego ciała, chichocząc cicho pod nosem. Tulisz ją do siebie z nikłym uśmiechem i szepczesz jej na ucho kilka słów zachwytu nad jej dyspozycją. Dziewczyna muska ciepłymi wargami Twój policzek i przeprasza Cię, ponieważ chce się odświeżyć. Kiwasz głową i obiecujesz zaczekać przed obiektem sportowym.
-No chodź tu mój indyczku gul gul gul.-rzucasz roześmiany w stronę dziewczyny, gdy zauważasz ją zbiegającą po schodach.
-Zamilcz, Kochanowski!-morduje Cię wzrokiem.
-A co Ty mi blondi możesz zrobić?-przyglądasz jej się, pocierając brodę, aby udać zastanowienie.
-Na przykład to.-odpiera, po czym uderza Cię z kolanka w najczulsze miejsce Twojego ciała.
Zginasz się w pół, trzymając za obolałe miejsce i jęczysz z bólu. Po chwili otrząsasz się po nokaucie blondynki i ruszasz za nią w pościg, będąc pewnym, że z Twoją kondycją to ona nie ma szans. Mierzejewska wydziera się niemiłosiernie, widząc zmniejszający, dzielący was dystans, a Ty znienacka chwytasz ją w pasie i odwracasz w swoją stronę. Pstrykasz jej palcem w nos i chwytasz za rękę, prowadząc w kierunku Twojego samochodu. Po kilkunastu minutach zatrzymujesz się na parkingu niedaleko Jeziora Długiego i otwierasz drzwi od strony pasażera, proponując Tośce gorącą czekoladę w znajdującej się w pobliżu kawiarni. Dziewczyna ochoczo kiwa głową i przy Twoim boku przemierza dzielącą was drogę od lokalu. Jako pierwsza przekracza próg budynku i wskazuje palcem na stolik przy sporych rozmiarów kominku. Ciągnie Cię w tamtym kierunku i oddaje Ci swoją kurtkę, którą zawieszasz na wieszaku. Pociera zziębnięte dłonie i spogląda na Ciebie, uśmiechając się nikle pod nosem. Rozpoczynasz krótką rozmowę o drobiazgach, a kiedy przy waszym stoliku pojawia się kelnerka składasz zamówienie. Po chwili obserwujesz jak dziewczyna miesza łyżeczką w ciemnej cieczy, z której wydobywa się kłębek dymu i przykłada ją do ust, upijając niewielki łyk. Narzeka na oparzenie języka, a Ty parskasz śmiechem, dostrzegając białą piankę zdobiącą jej linię nad górną wargą. Muskasz palcem to miejsce, zbierając zabrudzenie na opuszek i zlizujesz go. Mierzejewska chichocze pod nosem i upija trochę Twojego napoju, stwierdzając, że karmelowa polewa też jest całkiem dobra. Po 30 minutach opuszczacie lokal. Porywasz przyjaciółkę na spacer nad Jeziorem Długim i całą drogę układasz w głowie monolog jaki chcesz wygłosić. Wiesz, że już dawno powinien on paść z Twoich ust, ale strach Cię paraliżuje. W końcu zatrzymujesz się naprzeciwko dziewczyny, a ona spogląda na Ciebie zdezorientowana.
-Posłuchaj, chciałem Ci powiedzieć coś bardzo ważnego i proszę nie przerywaj mi.-splatasz jej drobne dłonie ze swoimi i patrzysz głęboko w jej błękitne tęczówki.-Sporo czasu mi to zajęło, ale wreszcie doszedłem do odpowiedniego wniosku. Tośka, jesteś dla mnie zdecydowanie kimś ważnym, kimś więcej niż koleżanką, niż przyjaciółką...Kiedy spojrzałaś na mnie, gdy trzymałem Cię w ramionach na chodniku poczułem coś czego nie potrafię opisać słowami. Jakby prąd przebieg mi po plecach. Myślałem, że to nic nieznaczącego. Jednak w mieszkaniu nie mogłem się oprzeć Twojemu urokowi i jak dobrze pamiętasz pocałowałem Cię.-mimowolnie uśmiechasz się na to wspomnienie, a podobnie reaguje Tośka.-Wiem, że to szaleństwo, bo znamy się miesiąc. 15 października. Nie wiedziałem, że ta data tak zmieni moje życie. Wiedz, że ta noc spędzona na kanapie była najlepszą w moim życiu. A później ten Twój pocałunek, który zainicjował kolejną...
-Wyduś to z siebie wreszcie, Kochanowski!-koszykarka potrząsa Twoimi dłońmi, patrząc na Ciebie roześmiana.
-Kocham Cię, Antonina.-ujmujesz jej subtelną twarz w swe smukłe dłonie.-Od czasu poznania Cię nie mogę przestać o Tobie myśleć. Jesteś moim oczkiem w głowie, kimś kogo muszę chronić przed niebezpieczeństwem tego świata, kruchutką, nieśmiałą osóbką, którą mogę tulić tylko ja.
Opierasz czoło o jej czoło i niepewnie draskasz jej miękkie wargi. Blondynka oplata dłońmi Twoją szyję i zachłannie wpija się w Twoje wargi. Podtrzymujesz dłonie na jej biodrach i oddajesz pocałunek z nie mniejszym zaangażowaniem. Po chwili odrywasz się od 18-latki i muskasz ustami czubek jej nosa. Widzisz jej zaszklone oczy i ścierasz kciukiem pojedynczą, słoną łzę spływającą po jej prawym policzku.
-Jeszcze nikt nie powiedział mi tylu pięknych, ciepłych słów. Dziękuję. Kocham Cię, Jakubie.-wypowiada z błogim uśmiechem.
-Jak oficjalnie.-komentujesz z cichym śmiechem.
***
Nawet w najpiękniejszych snach nie wyobrażałaś sobie tak tego dnia. 15 listopada miał być terminem kolejnego meczu, w którym planowałaś dać z siebie wszystko i odnieść zwycięstwo, ale niczym więcej. Tymczasem zapisał się on pod cudownym wydarzeniem jakie spotkało Cię po raz pierwszy w życiu. Teraz byłaś już pewna. Byłaś zakochana. Totalnie zakochana. Zaślepiona w blondyna mierzącego zaledwie centymetr mniej niż dwa metry, który spoczywał teraz obok Ciebie na fotelu kierowcy i skupiony miał wzrok na jezdnie. Mocniej zacisnął dłoń złączoną z Twoją ręką usytuowaną na zmianie biegu, a kąciki jego ust drgnęły znacznie. Uwielbiałaś, kiedy to robił. Uśmiechał się w zabójczy sposób. Podobało Ci się od samego początku, ale nie chciałaś się do tego przyznawać. Krzemińska już dawno trafiła w Twój czuły punkt. Znała Cię jak nikt inny. Nie mogłaś powstrzymać uśmiechu cisnącego Ci się na usta, kiedy mijaliście uliczne latarnie, rozkoszując się swoją obecność. Po raz pierwszy w życiu miałaś chłopaka. Po raz pierwszy otrzymałaś od niego tak piękne, wypowiedziane prosto z serca wyznanie. Po raz pierwszy zasmakowałaś smaku miłości, która niosła Cię na skrzydłach. Każdy widział jej wpływ na Twoją osobę, tylko Ty sama tego nie dostrzegłaś. Nim spostrzegasz, a samochód zatrzymuje się pod Twoim domem. Wzdychasz głośno na myśl opuszczenia przystojnego środkowego i odwracasz głowę w jego kierunku, patrząc na niego ze smutkiem.
-Nie smuć się Julio, zawitam jutro z moją kamasutrą.-wypowiedział blondyn.
-Co?!-parskasz śmiechem, kręcąc z niedowierzaniem głową.
-Miałem zamiar zrymować, ale chyba coś nie pykło.-komentuje swój popis literacki Kochan.
Zatrzaskujesz za sobą drzwi samochodu, a tuż za Tobą słyszysz kroki blondyna. Okręcasz się na piecie i mierzysz go wzrokiem, marszcząc brwi zdezorientowana. On tymczasem wpija się żarłocznie w Twoje wargi. Odwzajemniasz pieszczotę i wplatasz palce w jego gęste, jasne włosy. Mruczy zadowolony, kiedy pociągasz za ich końcówki, a Ty uśmiechasz się pod nosem. Nie masz pojęcia, że wasze pożegnanie ktoś obserwuje. Para błękitnych tęczówek przygląda się wam z ukrycia. Ich osobnik kręci z niedowierzaniem głową i pośpiesznie zasuwa roletę, kiedy odrywasz się od siatkarza i gładzisz dłonią jego policzek, patrząc na niego zadowolona.
-Kocham Cię, księżniczko.-szepcze blondyn wprost do Twojego ucha, powodując ciarki na Twoich plecach.
-Ja Ciebie też, księciu.-odpierasz roześmiana.
~*~
Jak myślicie, kto widział świeżo upieczoną parę? ^^ Fornal jednak zdecydował się pierdolnąć sobie test na IQ, ale wynik według Kuby nie nadaje się do pochwalenia :D No i oczywiście punkt kulminacyjny ^^ Jak wam się podobało wyznanie Kochana? Dał sobie chłopak radę? Zyskał waszą sympatię? Piszcie koniecznie ;3 Całuję i do zobaczenia! ;*
PS: Dodałabym rozdział w czwartek, ale nie wiem czy będzie na to czas bo ME XD Zobaczymy jak to będzie ;)





